Text i zdjecia © Ela Tu-i-Tam

niedziela, 15 sierpnia 2004
Kwestia jakosci polskiego masla mnie zawsze denerwuje.
Otoz wolny rynek to fajnie, pod warunkiem ze jest przeciwwaga do obrony konsumenta i pod warunkiem ze sa DEFINICJE produktow, normy i pewne obowiazkowe reguly ustalane przez rzad, ktorego psim obowiazkiem jest ustalac kryteria zeby producenci nie podszywali jednego pod drugie (jest tu jaki dziennikarz w poblizu, zeby z tego zrobic artykul??? cel mojego emaila jest zeby zadbac o jakosc poki sa jeszcze szanse).
We Francji nie mozna uzyc slowa "beurre" - maslo - do czegos co nie ma 82% tluszczu i jest zrobione ze smietanki. Zadnych dupereli w stylu "maslo roslinne". Czysty zakas uzywania slowa "beurre" na mixach itp swinstwach zle zdefiniowanych. Wiecej, absolutny zakaz zeby (1) margaryna itp mixy lezaly w tym samym rejonie/polce co maslo i zeby (2) margaryna i innie tluszcze byly pakowane w kostki identycznych wymiarow jak szlachetne "beurre".
W Polsce teraz jest gorzej niz za komuny, wtedy maslo sie nazywalo maslo, i bylo jedno za 17zl50, a margaryna sie nazywala margaryna. Przynajmniej nikt sie nie mylil, i nikt nie mial watpliwosci z definicja.
Jak jestem w Warszawie to widze ludzi ktorzy straja sie wybrac maslo, a poniewaz szukaja taniej, to sie nabijaja dwa razy wiecej w butelke kupujac mixy.
Tak jak jestem bardzo za wszystkim co polskie - za jedzeniem co ma smak, za malinami z targu, za ukochanymi pierogami z jagodami - to maslo kupuje robione wg francuskiego przepisu, marki "President" w Elea na Broniewskiego (bo tam mieszkam). Po pierwsze to jest maslo. Po drugie bardzo dobrej jakosci. Po trzecie jest najtansze (kostka 200 gram ponizej 3 zl w lipcu 2004), tansze niz polskie maslo, i tansze niz mixy. We Francji nie kupuje "President" bo jest drozszy niz standartowe maslo z marka Champion czy Auchan.
A tak przy okazji, to cena 200 gram masla powinna byc taka sama jak cena 1 litra swiezego pastreryzowanego mleka w kartonowym pudelku - a jaka jest relacja w Polsce?