Text i zdjecia © Ela Tu-i-Tam

Pazdziernikowa codziennosc

poniedzialek, 18 pazdziernika 2004

Wrocilam do Paryza 12-go poznym wieczorem. Dom byl zimny, centralne nie wlaczone - szok termiczny po Warszawie, gdzie w mieszkanku jest 22-23.

W Warszawie dziesiec dni roznych zajec i spraw, jestem zadowolona. Nawet udalo mi sie pojsc do Casablanki w piatek 8-go wieczor - padalo jak z cebra, dzieki czemu przypomnialam sobie smak polskiego zimnego deszczu. W Casablance byly dwie wspaniale panie z forum, Renata i Nobull, pogadalysmy, popilysmy, i w ten deszcz spowrotem do domu, ale z takim dobrym uczuciem - bylam i poznalam !

Druga czesc tygodnia poszla pracowicie, zdjecia wydrukowalam i wyslalam rodzinie bez-internetowej, a ta internetowa to mogla od razu po klikac. Ale ale -- czasy sie zmieniaja -- w tym tygodniu takze rodzina ze Szczecina sie dolaczyla do internetowej !

Obecuje samej sobie publicznie ze w tym tygodniu skoncze ustawianie mojego serwera, gdzie mam miejsca ho ho ho, i przeniose tam wiele roznych rzeczy.

W sobote robilismy druga czesc instalacji kuchni u Klary, polki wiszace (pierwsza tura byla tuz po generalnym remoncie mieszkania w lutym-marcu, hydraulika, zlew, pralka, zmywarka, meble pod blatem i blat).

W niedziele poczyscilam troche ogrod, dwa ogromne worki jesiennych lisci. Jest troche malin, ot tak na deser dla dwoch.

Pod koniec pazdziernika lece do Bostonu na tydzien do corki. Przez przypadek bedzie to Halloween, a przez zupelny przypadek takze wybory w USA ...