Text i zdjecia © Ela Tu-i-Tam

niedziela, 14 maj 2005
Poitrine de veau to doslownie piers cielaka, kawalek przedniej cieleciny. Rzeznik w sklepie przyrzadzil mi to jak trzeba, poltora kilograma, cienki prostokat, przeciety ostrym nozem w grubosci - tak zeby byla z tego jakby "koperta" miesa.
Farsz robie tak jak sie nauczylam od tesciowej.
Na patelnie daje troche oleju, szkle cebule na zlocisto, wkladam paski schabowego, i obracam to drewniana lyzka z 3-5 minut. Gasze ogien.
Do miski tne bagietke w kawalki, polewam mlekiem, zeby sie zmoczylo.
W elektrycznym mikserze miele schabowy z cebulka, potem szynke z pietruszka, potem chleb zmoczony mlekiem. Wszystko zmielone wkladam do duzej miski. Mieszam lyzka, wbijam jajko, sol pieprz do smaku. Jesli sie zdarzy, ze jest za suche to dodam troszke mleka.
Tym farszem wypelniam "koperte" z cieleciny, i zawijam ja. Potem sznurek, supelek.
Do duzego zeliwnego garnka (mam Creuset) wlewam oleju, i podgrzewam. Wkladam zwiazana pieczen, i przyrumieniam pare minut z jednej strony, a potem przetocze na druga. Az bedzie pieknie zlociste przyrumienione.
Potem zmniejszam ogien na najmniejszy mozliwy, przykrywam, i tak z pol godziny sie grzeje (trzeba uwazac, by sie nie spalilo). Nastepnie gasze ogien, a cielecina dochodzi w przykrytym garnku.
Najlepiej jest to robic z rana na wieczor, albo z wieczora na nastepny dzien.
Podaje pieczen albo z ziemniakami, albo z kluskami, albo z gnocci, albo czasem z ratatuja.
Pycha, polecam.